Bieszczadzki Supermaraton szosowy GREEN CYKLO BIES w Polańczyku

wrz 28, 01:43

Ostatni z serii supermaratonów w 2009 roku, ale chyba jeden z bardziej wymagających. Trasa maratonu pokrywa się w części z przebiegiem małej obwodnicy bieszczadzkiej. Długość jednej pętli wynosi około 77,3 km. Maksymalna długość do przejechania to trzy okrążenia czyli około 232 km. Moim celem maksimum, z uwagi na obecną formę i zdrowy rozsądek, był jednak średni dystans – 154,6 km.


Miałem nadzieję na wspólny wyjazd ze znajomymi szosowcami z Warszawy – Waldkiem i Czarkiem. Niestety chłopaki mieli inne plany. No cóż, ale wpisowe opłacone, chęć zobaczenia Bieszczad też całkiem spora, więc niespiesznie w piątek około 20.00 wyruszam na południe. Do Polańczyka docieram około 2 w nocy i od razu zajmuję strategiczne miejsce przy ulicy blisko biura zawodów. Po dość krótkiej drzemce, około godziny 6.30 zaczynają podjeżdżać pierwsze samochody z zawodnikami. Pierwszy i może ostatni raz w historii swoich startów miałem satysfakcję, że byłem pierwszym zawodnikiem na miejscu zawodów :).
Po odebraniu pakietu startowego czas mija szybko. Jest godzina 8.00. Startują pierwsze 10-osobowe grupy. Na samym początku szosowcy jadący na 225km. Pozostali zawodnicy robią rozgrzewkę wzdłuż ulicy Zdrojowej prowadzącej do Zalewu Solińskiego. Wszędzie czuć zapach maści rozgrzewających. Mimo, że pogoda zapowiada się bardzo dobrze, rano rzeczywiście jest dość rześko. O 8.20 po wypuszczeniu kolejnych zawodników ustawiam się ze swoją grupą do startu o 8.22. Towarzystwo mieszane: starsi, młodsi, są nawet dziewczyny. Nie ma to jednak znaczenia bo na tak interwałowej trasie większość i tak będzie jechała osobno swoim tempem.

Ruszyliśmy – i od razu zaczęło się – dojazd do głównej ulicy Bieszczadzkiej mocno pod górkę. Nie będzie łatwo…. Później po skręcie w prawo jakieś 500m ponowne nabieranie wysokości do okolic szkoły w Polańczyku, po to żeby za chwilę prawie cały czas mknąć w dół, m. in. przez miejscowość Solina, aż do mostu nad Sanem, który minął już zaporę (najniższy punkt trasy 365,5 m n.p.m.).
W Bóbrce skrót mocnym podjazdem w stronę Łobozewa Dolnego. Następnie mieszanym terenem przez Ustjanową do okolic Ustrzyk Dolnych. Przed Ustrzykami skręcamy w prawo w kierunku Czarnej Górnej, gdzie odbijamy w kierunku zachodnim w stronę Zalewu Solińskiego. Teren przez ostatnie kilometry z przewagą lekkiego podjazdu. Tak jak przeczuwałem, moja grupa właściwie zaraz po starcie rozerwała się, więc od początku jechałem solo jak zresztą większość spotykanych po drodze.
Zauważalny zjazd za Czarną, chwila odpoczynku dla mięśni i możliwość krótkiej regeneracji przed dość wymagającym podjazdem do okolic miejscowości Polana, gdzie mieścił się bufet na trasie i jednocześnie był to najwyższy punkt pętli – 710,5 m n.p.m. I rzeczywiście czuć podjazd w nogach, choć kręcę prawie na najlżejszych przerzutkach. Wreszcie jest – patrol straży granicznej, który wskazuje 200-metrową pętlę prowadzącą do bufetu i punktu kontrolnego. Mam duży zapas picia, więc łapię w biegu banana i teraz około 8 km w dół… Prędkości dochodzące do 70 km/h po bieszczadzkich serpentynach – myślę, że komentarz jest tu zbędny… Jednak nic w przyrodzie nie ginie i nie licząc kilku kilometrów zjazdu w okolicach miejscowości Zawóz, ostatnie około 15 km to w większości walka na podjazdach.
Co charakterystyczne dla tej pętli, to właściwie prawie całkowity brak odcinków płaskich. W górę albo w dół – istna huśtawka bieszczadzka. Na większości trasy dobry, dosyć nowy asfalt. Wspaniałe bieszczadzkie widoki, także trasa godna polecenia.

Do mety dojeżdżam z postanowieniem, że spróbuje pojechać jeszcze jedno kółko.
Przy pierwszych górkach na drugim okrążeniu przychodzi mały kryzys, ale jakoś idzie i z odrobinę dłuższym czasem i mocno już odczuwalnymi w nogach podjazdami udaję mi się skończyć 2 pętle.
Później już tylko same przyjemności: medal pamiątkowy, pyszny bigos i napój regeneracyjny…;).

Autor: Damian

Zdjęcie: As

ula

---

Skomentuj

  1. Gratulacje, Damian!
    Chciałabym w przyszłym roku chociaż raz wystartować na szosie, zwłaszcza pozjeżdżać sobie. Ale najpierw kilka sesyjek treningowych po górkach. ;)

    — Ula · wrz 28, 02:10 · #

  2. Gratujacje, gratulacje, Damian !

    Może kiedyś, jak więzi przyjaźni pomiędzy Sherpas i Niezłą Korbą okrzepną ;-) to pojedziemy Pętlę razem. NK team ma obecnie 2 rowery szosowe… i myśli o startach na szosie. Ich właściciele, Kaseja junior i Kaseja senior właśnie wyjeżdżają na nich pierwsze kilometry.

    Pozdrowienia.
    Kaseja senior

    — Maciej · paź 5, 20:34 · #

 
---