WYWIAD: LESZEK HERMAN-IŻYCKI - JAK ZBUDOWAĆ CIEKAWĄ I NIECO PERFIDNĄ TRASĘ ZAWODÓW NA ORIENTACJĘ?

sie 31, 15:50

Rozmowa SHERPAS z Leszkiem Herman-Iżyckim, twórcą tras rowerowej i kajakowej tegorocznego rajdu DYMNO. W części 2 Leszek opowiada o etapach budowania trasy, rowerowych przejażdżkach przez błota i pływaniu kajakiem “po lądzie”.

SHERPAS: Nie tylko startujesz w zawodach na orientację, ale również pomagasz przy organizacji. W tym roku byłeś budowniczym tras DYMN-a. Nie każdy wie, jak wygląda “od kuchni” budowa takiej trasy i ile zajmuje czasu. Uchylisz rąbka tajemnicy?

LESZEK: Przy organizacji rzeczywiście pomagam, ale przede wszystkim w kwestiach związanych z budową trasy, tj. rozstawianie punktów. Natomiast przy przepakach mamy pospolite ruszenie – wszyscy muszą pomagać, bo jest nas zbyt mało. Sama budowa trasy zajmuje mi monstrualnie dużo czasu, w porównaniu do tego jak robią to inni. Nie potrafię tego zrobić szybko, nie robię tego “na odwal się”, ale być może mam też zbyt małe doświadczenie.

SHERPAS: A od czego zaczynasz? Jaką radę dałbyś komuś, kto chciałby stworzyć własną ciekawą trasę? Taką, żeby przeloty nie były nudne i umożliwiały dużo wariantów?

LESZEK: Podstawowa rada jest trochę nierealna. Trasę powinno się budować tam, gdzie bardzo dobrze zna się teren. Nie powinno się wjeżdżać w nowy teren i od razu budować trasy, bo siłą rzeczy nie zna się wszystkich szczegółów. Teren powinno się mieć objechany, a to prawie nierealne, chyba że jest się autochtonem. Moje doświadczenie jest takie: gdy układałem DYMNO w Pułtusku, jeden etap rowerowy zajmował mi bite 2 dni jeżdżenia od rana do wieczora, etapów było 3, więc 6 dni musiałem spędzić w terenie tylko i wyłącznie na projektowaniu trasy – łącznie 100 km. Natomiast w tym roku trasa została przewidziana na 2 etapy, a ja nie miałem tyle czasu. I od razu odbiło się to na jej jakości. W moim odczuciu była zbyt prosta i mało wysublimowana. Trudno jest znaleźć takie rzeczy jak dobry odcinek specjalny, bo trzeba po prostu wszystko przejechać. Na pewno trasa rowerowa powinna być budowana z roweru, a nie pieszo, a już absolutnie nie samochodem.

SHERPAS: A czy samochód może służyć do rozstawienia punktów? Tak jak to robi Daniel Śmieja (budowniczy Grassora i Nocnej Masakry)?

LESZEK: To chyba tylko wyjątkowo dobry samochód terenowy. Na pewno jeśli można gdzieś wjechać zwykłym autem, to znaczy, że punkty wybrane są w miejscach zbyt łatwych.

SHERPAS: Zatem zaczynasz od mapy i od swojej znajomości terenu?

LESZEK: Najpierw zaczynam od mapy “na sucho”. W ten sposób określam potencjalnie interesujące tereny. Następnie warto obejrzeć zdjęcia – jak wygląda to z satelity (jeżeli są, ale z reguły już są). Następnie jechać w konkretne miejsca i patrzeć, jak wyglądają i jakie są przeloty między nimi. Najlepiej po prostu pojechać na rowerze – w ten sposób przygotowałem DYMNO. Jeśli przeloty były ewidentne, oczywiste, typu droga szutrowa, to pakowałem rower do samochodu, żeby nie tracić czasu i przejeżdżałem w kolejne miejsce. Natomiast okolice punktu warto poznać. Na przykład w Pułtusku postawiłem punkt w koszmarnym miejscu – jakieś błota, ścinka drzew. Niektórzy dojechali z drugiej strony, gdzie był jakiś kanał, woda do pasa, a potem okazało się, że znaleźli jakieś drzewo, po którym dało się przejść, a którego wcale dla nich nie planowałem.

SHERPAS: Czyli wczuwasz się w psychikę zawodników, co oni będą robili, jak będą kombinowali?

LESZEK: Tak, to na pewno. Na imprezach rowerowych tępię asfalt, kawalątek może być, ale żadne duże szosy. Staram się robić tak, aby pomimo zakazu jazdy jakąś szosą była ona po prostu nieopłacalna. Czasem trzeba postawić kupę punktów technicznych, ale po prostu uważam, że na imprezie nie powinno się jeździć po ewidentnych przelotach. Nie byłem nigdy na Harpaganie rowerowym, ale wydaje mi się, że tam nie jest to praktykowane (chyba że teren ma rzadką sieć dróg asfaltowych).

SHERPAS: A co sądzisz o takich imprezach jak Waypointrace pod Warszawą? Tam trudno wyznaczyć trasę bez asfaltów – są nawet w najmniejszych miejscowościach.

LESZEK: Tak, tutaj przy scorelaufie jest ciężko. Ale już przy klasyku można by tak go poprowadzić, żeby trasa wiodłaby od lasu do lasu, bez asfaltów. Ale wtedy nie ma zabawy, trasa jest zbyt oczywista.

SHERPAS: A więc ogólnie wolisz scorelauf ?

LESZEK: Zdecydowanie scorelauf, jest ciekawszy niż klasyk.

SHERPAS: Na DYMN-ie w tym roku zasłynęliście trasą scorelaufu kajakowego. Czy w ogóle wcześniej zrobił ktoś w Polsce coś podobnego?

LESZEK: Nie wiem, natomiast tu się aż prosił scorelauf. Udało mi się znaleźć miejsce, gdzie można było zrobić start i metę w jednym miejscu, żeby można było wrócić. Uważam, że na rajdach etapy kajakowe są niedopracowane, traktowane po macoszemu jako dodatkowa dyscyplina – bo musi być. Robią z tego tylko siłowe zadanie “na bułę”, stawiają punkty tak, żeby przypadkiem nie trzeba było za dużo pomyśleć, żeby przypadkiem zawodnik nie musiał wracać pod prąd, bo co by było gdyby zapomniał czegoś podbić? Przeoczył zatoczkę czy skrót? Co to za problem, jak się płynie rzeką i punkt jest na moście? Raczej trudno tego mostu nie zauważyć. Jeszcze gdyby chociaż były punkty stowarzyszone – np. na każdym moście wisi punkt, ale nie wiadomo, na którym właściwy. Na większości imprez trzeba zasuwać wiosłem, i tyle. Punkty są tylko potwierdzeniem przebytej drogi. W gruncie rzeczy spływ rzeką i zdanie kajaków na dole są takim samym sposobem potwierdzenia, że się ten odcinek przebyło.

SHERPAS: Wasz dystans kajakowy – 20 km – był chyba rekordowy pod względem długości jeśli chodzi o jednodniowe rajdy. Czy to był już górny limit czasowy tej dyscypliny?

LESZEK: To kwestia proporcji. Ten dystans zapewniał, że człowiek siedział w kajaku porównywalną ilość czasu, jaką spędził na rowerze czy pieszo, i tak powinno być. Nie widzę powodu, dlaczego kajak miałby być jakimś ubogim krewnym i większość trasy miałaby być wykonywana na piechotę lub rowerem.

SHERPAS: Czyli kajak jako pełnoprawna dyscyplina, a nie jako zadanie specjalne?

LESZEK: Oczywiście. Nie widzę żadnych przeszkód, żeby robić porządne kajaki.

SHERPAS: I raczej znalazło to uznanie wśród zawodników – większość osób zachwycała się kajakami.

LESZEK: Ale byli i tacy, którzy nie przyjechali z tego względu albo przepisywali się na rower, co mnie osobiście dziwi. Ja mam dość słabe ręce, na żadnych maratonach kajakowych nawet nie próbowałbym startować, nie widzę w tym zresztą sensu, natomiast tutaj na Bugu nie czułem jakiegokolwiek problemu z wiosłowaniem. Nie wiem skąd bierze się ten strach do wioseł.

SHERPAS: Może to strach przed wiosłowaniem na rzece, gdzie dochodzi nurt? Trudniej tu zapanować nad kajakiem niż na jeziorze. Czyli uważasz, że do orientacji kajakowej musi być albo rzeka albo zbiornik o urozmaiconej linii brzegowej?

LESZEK: Na pewno powinno być coś do pomyślenia, gdzie możliwa jest jakaś wariantowość. Jak rzeka, to musi się kręcić. W tym momencie przy 20-tym meandrze człowiek wreszcie zaczyna myśleć, gdzie w ogóle jest.

SHERPAS: A jakieś rady na temat nawigacji w kajaku?

LESZEK: Tylko odnośniki na brzegu, nie wchodzi tu w rachubę mierzenie odległości, żadna “liczba pluśnięć wiosłem”.

SHERPAS: Zastosowaliście bardzo dobry pomysł z ortofotomapą – najaktualniejsza i najdokładniejsza.

LESZEK: Tak, zresztą żadna mapa za wyjątkiem mapy Compassu, nie uwzględnia przerywki Bugu sprzed kilku lat. Ale muszę powiedzieć, że na tym terenie przy wysokim stanie wody można zrobić trasę na tyle dowcipną, że będzie się pływało po lądzie – to znaczy człowiek dostanie mapę lądową, z drogami, z rzeźbą i musi podbijać górki płynąc kajakiem, i co więcej, nawet wysiadanie z kajaka i załatwianie trasy biegiem byłoby niemożliwe, bo po pas w wodzie.

SHERPAS: A jaki masz stosunek do tego, że niektórzy na starorzeczu wysiadali i dobry biegacz obiegał całą linię brzegową, podczas gdy partner cumował i czekał – z racji tego, że byli kiepskimi kajakarzami?

LESZEK: To jest błąd regulaminu, ale też mój błąd jako budowniczego. Być może nie należało tak stawiać niektórych punktów. Nie spodziewałem się, że będzie aż tak dużo osób chętnych do wysiadania z kajaka i biegania. Trzeba było tak zbudować trasę, żeby to się nie opłacało.

SHERPAS: A przenoski?

LESZEK: Nawet z definicji miały być. Są elementem kajakarstwa. Trzeba było pomyśleć, że nie warto płynąć pod prąd tylko lepiej przenieść kajak. To była właśnie część zadania scorelaufowego – wymyślić, ile przenosek i gdzie wodowanie. To są trudne rzeczy. Nawet samo wsiadanie do kajaka na pierwszej przenosce, obok tego zawijasa przy “U”, nie było banalne – wysoki brzeg, ostry nurt, ciężkie wodowanie.

SHERPAS: Czego możemy się spodziewać za rok? Czy jeszcze za wcześnie, by coś planować?

LESZEK: Stanowczo za wcześnie. Ale chciałbym by teren był równie ciekawy na kajaki jak tegoroczny.

SHERPAS: Dziękujemy za rozmowę i życzymy jeszcze ciekawszej trasy za rok!

Przepytywali: Ula & Marcin
Zdjęcia: pierwsze z Wawel Cup (niestety nie znamy autora…), drugie – Bartosz Niezgódka (z budowania trasy DYMNO)

Przepytywali: Ula & Marcin

ula

---

Skomentuj

 
---