SHERPAS: Skąd wziął się pomysł, że zabrałeś się akurat za setki, a nie na przykład za maratony asfaltowe albo wspinaczkę?
TADEK: Dlaczego setki? Lubię chodzić po górach – pochodzę z Bieszczad, więc góry są moim życiem. Do asfaltu nigdy nie czułem sympatii, tak że maratony, bieganie w tłumie nigdy mnie nie ciągnęło. Poza tym lubię imprezy, na które przyjeżdża niedużo ludzi, ale nawet na popularnej setce, gdzie startują tłumy, idzie się w las, a po chwili można iść samemu albo w dwie osoby.
SHERPAS: Czyli to nie muszą być góry, bo przecież teraz nie jesteśmy w górach?
TADEK: Nie muszą być góry. To że się idzie, że jest zielono, że jest cisza i spokój, jest to odskocznia od tego, co się codziennie robi. Jeśli ktoś ma pracę, polegającą na tym, że siedzi w jednym pomieszczeniu cały tydzień i ciągle ma kontakt z ludźmi, to jest to fajny odpoczynek.
SHERPAS: Ale nie jesteśmy na zwykłym rajdzie typu: “PTTK ogłasza, że rajd będzie tu i tu”. Orienterska setka to specyficzna formuła – trudna nawigacja, długi dystans, samotność na trasie.
TADEK: Teraz te rajdy turystyczne nie polegają na tym, by wziąć plecak i iść od schroniska do schroniska, tylko pakują Cię w autobus, jedziesz najbliżej jak się da, później najkrótszą trasą pod jakieś schronisko, piwko, krzyki, śpiewy, to też męczy. Ciężko znaleźć taką imprezę, żeby można było spokojnie przespacerować się w lesie, gdzie idziesz i wokoło jest cisza, nie masz aut, nie masz tłumów.
SHERPAS: A to, że sam wybierasz sobie trasę? W sumie w takiej formule jak tutaj, na Grassorze, jest tylko zakreślony obszar, natomiast resztę sam kombinujesz, jak zrobić.
TADEK: To jest coś fajnego, pozwala na to, żeby dać coś z siebie, nie tylko iść za szlakami, za strzałkami i pilnować, żeby się nie zgubić. Tu trzeba mimo wszystko odrobinę pomyśleć, do tego jest w tym troszkę rywalizacji.
SHERPAS: Czyli jednak aspekt sportowy?
TADEK: Wcześniej czy później, on zawsze się pojawia.
SHERPAS: Kiedyś musiałeś pierwszy raz o tym usłyszeć – kiedy, w jakich okolicznościach i czy bardziej kręcił Cię aspekt sportowy czy to, że jest to wyczyn polegający na przejściu 100 km.
TADEK: Bardziej chciałem przejść ten dystans, sprawdzić, czy jestem w stanie to zrobić. Na początku mi się wydawało, że spokojnie, bo co to jest? W sumie nie jest trudno – to tylko duża odległość. Bardziej bałem się o ten element nawigacyjny, bo nigdy wcześniej nie brałem udziału w biegach na orientację i tylko z grubsza, pobieżnie wiedziałem o co chodzi. Nie jestem też osobą, która byłaby w stanie rywalizować z kimś, kto kończy w 13 godzin.
SHERPAS: Nie bądź taki skromny, bo nagle zaczynasz liczyć się w klasyfikacji! A przecież wcale nie biegasz.
TADEK: Troszkę inaczej zacząłem do tego podchodzić, bo popatrzyłem w jakim mniej więcej wieku są osoby, które robią te osiągi. I są to przeważnie osoby starsze ode mnie, więc być może za te kilka lat, jak zacznę biegać?
SHERPAS: Jak reagują ludzie młodzi, aktywni, ale nie zajmujący się czymś takim, jak im opowiadasz?
TADEK: Na początku traktują to jako małe dziwactwo. Ale już chyba przyzwyczaili się, bo to moja kolejna setka. Rodzina stwierdziła, że to kompletne odchylenie od normy.
SHERPAS: Ale widzę, że Twoja żona Ania w pełni to akceptuje? Wręcz jest trochę zarażona pomysłem?
TADEK: Z Anią dogadaliśmy się bardzo dobrze. Turystyczne trasy robimy bardzo długie, po 30-40 km w górach, z plecakami. Jedynie kwestia, że większość rajdów jest jednak nocą i tutaj wytrzymałość psychiczna odgrywa znaczenie.
SHERPAS: Tak, zmęczenia jesteśmy świadomi i wiemy też, że pomimo tego zmęczenia możemy iść dalej.
TADEK: Tak, to można pokonać. Pomału będę chciał ją wciągać. Na pewno wiem, że nie jest w stanie takiego rajdu, jak teraz, przejść. Nie chciałbym jej zniechęcić, bo można wystartować, można przejść bardzo dużo, ale można się zmasakrować, i to chyba bardziej zniechęca niż wycofanie się w jakimś momencie.
SHERPAS: A jak widzisz siebie przez najbliższe lata? Wspomniałeś, że ci, którzy są w ścisłej czołówce są starsi od Ciebie. Cały czas walka z setkami?
TADEK: Nie, raczej w kierunku rajdów przygodowych. To jest chyba naturalny tok, żeby robić coś ciekawszego niż setka. Na razie jest jeszcze kilka imprez, na których nie byłem, więc mam co robić. Kiedy kolejny raz bierze się udział w tej samej imprezie, trasy zaczynają się w pewnym sensie powtarzać, zbyt łatwo to przychodzi. Pierwsza setka była niemożliwa, druga też nie bardzo, ale od kolejnych zaczęło iść łatwiej.
SHERPAS: Pierwsza setka? Ktoś Ci powiedział, w internecie znalazłeś?
TADEK: W internecie znalazłem. Na pewno był to Kierat, 4 lata temu.
SHERPAS: Jak poszło?
TADEK: Przeszedłem 60 km i zamieniłem się w pingwina, przynajmniej taki chód miałem.
SHERPAS: Czyli co? Nogi poszły?
TADEK: Tak, nogi poszły. Stopy, kolana, ścięgna, wszystko.
SHERPAS: A nawigacyjnie? Ciągnąłeś za kimś czy samodzielnie?
TADEK: Raczej sam. Szedłem z kolegą, który zrezygnował w połowie trasy, a ja poszedłem dalej.
SHERPAS: Czyli procentuje doświadczenie nawigacyjne z turystyki?
TADEK: Na pewno tak, nie było problemów, których się bałem, że się zgubię, nie będę wiedział, gdzie iść. W przypadku Kieratu, na którym dano nam mapy turystyczne nie miałem żadnych problemów. Zresztą do tej pory typowych problemów nawigacyjnych raczej nie mam. Może na Skorpionie była mała wtopa. Bardziej psychicznie siadłem.
SHERPAS: Ale to w tym roku. A co było wcześniej, przez te 4 lata?
TADEK: Nie przeszedłem, ale to nic. Stwierdziłem, że nie można pojechać na taką imprezę bez przygotowania, więc zostawiłem rower i zacząłem do pracy chodzić piechotą. I to był mój trening. Biegać dalej nie mogłem, próbowałem kilka razy, ale mi nie wychodziło. Później przyszedł kolejny Kierat. Na początku złapałem kontuzję, miałem problemy ze stawami i potem było już skakanie z punktu na punkt. Myślałem “na kolejnym zrezygnuję”. A potem jeszcze jeden, i jeszcze jeden.
SHERPAS: I kiedy zrezygnowałeś?
TADEK: Jak nadeszła burza. To było ostatnie miejsce, gdzie mogłem zrezygnować w miarę bezpiecznie. Potem rzeczywiście już musiałbym ciągnąć aż do mety.
SHERPAS: Ale nie zraziłeś się?
TADEK: Nie. Pomyślałem – do trzech razy sztuka. I dalej – chodziłem do pracy. Za trzecim razem powiedziałem sobie – jak przejdę, to chodzę. Jak nie przejdę, to sobie odpuszczam. Bo jak się nie da, to się nie da. Ale wtedy właśnie się udało. Zajęło mi to 28 h, z 2 h zapasu do limitu. Później wyszukałem kolejną imprezę. Trafiło na Konecką Setkę. Tam nie było nawigacji, bo to po szlaku, dużo po asfaltach, mało przyjemnie, ale mimo wszystko dystans jest. Robiliśmy dwie pętle po tym samym kółeczku. Bardziej działało to na psychikę, bo wychodziło się na przykład na prostą asfaltową długości 5 km.
SHERPAS: To było rok temu? A przejście Kotliny Jeleniogórskiej?
TADEK: Tak, tam już było 145 km. To jest kawałek, ale o dziwo i to się udało, bez problemów z nogami. Dwa dni, dwie noce marszu.
SHERPAS: A jak ze zmęczeniem sobie radziłeś?
TADEK: Ja nie mam dużego problemu ze zmęczeniem, zasypianiem nad ranem. Dużą zaletą było to, że było zimno. Nie można było siąść, odpocząć. Trzeba było iść. Zmęczenie jest głównie psychiczne. Można to sobie jakoś wytłumaczyć, można sobie wmówić, żeby iść i to zmęczenie od siebie odganiać.
SHERPAS: I to cały zeszły rok? Musiałeś być zadowolony?
TADEK: Tak, po Kotlinie już wiedziałem, że jestem tym zarażony. Później zaczęło się wyszukiwanie kolejnych imprez na przyszły rok. Po drodze Gezno, na które wyciągnąłem Anię. Jednak popełniłem błąd, wybierając za długi dystans, oczywiście ekstremalny.
SHERPAS: I chyba pora roku trochę trudna jak na początki?
TADEK: Tak, i teren dosć ciężki. Pieniny, Beskid Sądecki, górki ostre i trochę błota. I tak uważam za sukces, że udało mi się Anię przez całą noc i pół dnia przeciągnąć. Od tego czasu zacząłem regularnie, raz w miesiącu startować. Na początku miałem jeździć tylko na te setki, które są blisko.
SHERPAS: Pamiętam, że jeszcze jak rozmawialiśmy na Skorpionie o Twoich planach, to nie za wiele było tych imprez. A jednak złamałeś się na Harpagana, zresztą z sukcesem. Już chyba nie ma dla Ciebie ograniczeń, gdzie to jest, skoro rozmawiamy na trasie Grassora, po przeciwnej stronie Polski niż mieszkasz?
TADEK: To jest koło, które samo się napędza. Idziesz na jedną, myślisz o drugiej. To jest na tej zasadzie – człowiek jest zmęczony, mówi sobie “mam dość, nie chce mi się iść, nigdy więcej nie idę”. Ale jak siada w domu na necie, to myśli sobie “znowu się udało, kiedy następny start?”
SHERPAS: A klasyfikacja setek? Chyba też ma tu znaczenie?
TADEK: To jest to, o czym już mówiłem – aspekt sportowy. Zaczyna się punktacja, nazwisko zaczyna się gdzieś pojawiać, człowiek może się innym pochwalić, jest to motywujące.
SHERPAS: Aktualnie jesteś na 7 pozycji, pośród biegaczy [po Kieracie Tadek wskoczył na 5 pozycję – przyp. red.]. A Ty przecież nie biegasz! Można powiedzieć, że w tej chwili jesteś najmocniejszym piechurem?
TADEK: Nie do końca, nie ma jeszcze wyników z Kieratu, no i nie wszyscy brali udział w tych samych imprezach, co ja.
SHERPAS: Ale przeleciały teraz 2 bardzo popularne setki, Harpagan i Kierat, na obu byłeś.
TADEK: Tak, zostało jeszcze kilka imprez trudnych, których sporo osób może unikać. Niektórzy mogą też unikać imprez typu Kierat. Choć nawigacyjnie prostszy, ale to jednak góry, inna specyfika. Podobnie Skorpion, impreza zimowa. Inaczej idzie się latem po terenie lekko pagórkowatym czy płaskim. Kierat kończy dużo osób ze względu na limit – 30 h.
SHERPAS: Zaliczyłeś już sporo tych setek. Kameralne – RDS, Grassor, mega-popularne jak Harpagan czy Kierat, i te najtrudniejsze, czyli Skorpion. Którą byś polecił dla początkujących, a która jest według Ciebie najmocniejsza, najciekawsza?
TADEK: Każda jest inna. Na każdą trzeba pojechać, zobaczyć. Myślę, że nie ma wielkiego znaczenia, która jest pierwsza, czy ta, czy ta. Trzeba iść, trzeba myśleć, żeby dojść, skończyć. Nie myśli się o tym, czy ktoś jest przede mną, czy ktoś jest pierwszy, czy ostatni. Ważne jest, żeby dojść. A te miejsca się kiedyś, z czasem pojawią. Potrzeba jednej imprezy, żeby się przełamać. Jeśli ktoś przejdzie, to i potem powie sobie, że jest w stanie to przejść, że jest w stanie to zrobić, i później nie ma znaczenia, czy to jest tutaj, czy to jest tam.
SHERPAS: A najciekawsza? Kierat?
TADEK: Jak mówiłem, czuję sentyment do gór. Na Kieracie wieczorem można zachód słońca nad górkami oglądać, w lesie można widzieć światełka w oddali. Tu, gdzie jest dość płasko, zakres widzenia jest ograniczony tym lasem wkoło, i ani zawodników, ani widoków za wiele nie ma. Owszem, teren ładny, ale jednak dalekie widoki urozmaicają długie przeloty.
SHERPAS: Przyjeżdżasz na setkę i co? Czujesz jakąś tremę? Czy to już rutyna? Coś się zmieniło przez te 4 lata?
TADEK: Za pierwszym razem bardziej się denerwowałem, bo się martwiłem, że się zgubię. W trakcie nawet rozmawiałem z ludźmi, którzy potrafili błądzić po kilka godzin w lesie, nie wiedząc gdzie są. Teraz – na pewno satysfakcja jak dojdę, ale też spokój. Dla mnie to jest jednak forma aktywnego wypoczynku.
SHERPAS: Odpoczynek, po którym są problemy z wchodzeniem po schodach?
TADEK: Coraz krótsze. Jak się zaczęło jeździć systematycznie, tak jak teraz co miesiąc, to nogi coraz szybciej dochodzą do siebie.
SHERPAS: Jak szybko? Masz jakieś własne patenty?
TADEK: Nie. Tydzień i jest spokój. Pomijając paznokcie – nie wiem kiedy mi całkowicie odrosną. Pewnie jak skończę jeździć na setki, a więc nie szybko. Nie stosuję żadnych maści, wychodzę z założenia, że wszystko samo wróci do normy.
SHERPAS: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszego czerpania przyjemności z kolejnych imprez!
Rozmawiał: Marcin, 20.06.2009, po drodze z pk 1 na pk 16 na Grassorze ;)
Strona Pucharu Polski w Pieszych Maratonach na Orientację

